• “Przyleciał ptaszek z Łobzowa…”

    Follow my blog with Bloglovin
    Jako że od jakiegoś czasu, oferujemy Wam mieszkania w nieco innych rejonach miasta, niż opisany wcześniej przeze mnie Zwierzyniec, tym razem postanowiłam przygotować dla Was wpis o Łobzowie.

    Północne wsie podkrakowskie zawsze były dla miasta niezmiernie ważne, dlatego nie jest łatwo wybrać najciekawsze wątki łobzowskie na przestrzeni całej historii Krakowa. Dziś skupię się na kilku bardzo starych, takich które faktycznie wpływały na historię miasta, a dodatkowo mają szczególne znaczenie sentymentalne, kształtujące tożsamość tego miejsca na mapie Krakowa. Zaledwie kilka kroków od naszego łobzowskiego mieszkania można dotknąć murów Królewskiego Pałacu w Łobzowie, czy pospacerować alejką którą wytycza dawne koryto Młynówki Królewskiej. XIX wieczne wille pamiętające jeszcze jej żywy nurt Młynówki i wielka płyta z czasów kiedy zasypano jej koryto. Drewniane domki z ogrodami i pierwszy krakowski wieżowiec. Urbanistyczny bałagan, czy spacer pełen niespodzianek? Przekonajcie się sami. 

    Dawne koryto Młynówki Królewskiej.

    Już w XIII wieku przez Łobzów płynęła Młynówka Królewska. Była ważnym przedsięwzięciem inżynieryjnym, kanałem doprowadzającym wody Rudawy, aż do Kościoła Dominikanów przecinając Rynek Główny. Ten ziemny akwedukt powstał na zlecenie Władysława Łokietka i zmienił oblicze Krakowa.

    Dawne koryto Młynówki Królewskiej.

    Wzdłuż Młynówki jak sama nazwa wskazuje powstały młyny, które nie tylko mieliły zboże na mąkę i kasze. Pracowały przy nich folusze ubijające sukno, produkowano i ostrzono noże. Młyny na Młynówce były prężnymi przedsiębiorstwami dającymi pracę i utrzymanie wielu osobom. Dziś na ul. Dolnych Młynów można w modnym anturażu zjeść smacznego wegańskiego burgera, a zamiast szumu wody napędzającej młyńskie koła, zadumać się wsłuchując w szum kawiarnianych rozmów. W wodach Młynówki hodowano ryby, nawadniano nią pola i pojono bydło.  U jej brzegów pracowało wiele pokoleń krakowskich rzemieślników: farbiarze skór, garncarze, kaletnicy, paśnicy, tasznicy oraz browarnicy. W okolicach Rynku wody młynówki wpływały do rurmusu, który rozprowadzał je do domów mieszczańskich, a nawet na sam Wawel. W latach 60 zasypano Młynówkę. Niezasypane fragmenty kanału można oglądać np. w Mydlnikach. Ostatnio po 50 suchych latach zaczęła pojawiać się tam woda.  

    Pomnikowy wiąz przy Młynówce nieopodal Pałacu w Łobzowie

    Młynówka na odcinku łobzowskim jest teraz bardzo długim parkiem. Ma formę alejki, wzdłuż której biegnie ścieżka rowerowa. Obsadzone drzewami, urocze zakątki z placami zabaw, ławeczkami, a nawet małą biblioteczką pod chmurką. Dziś trudno uwierzyć, że kiedyś płynęła tu woda. Ostatnimi jej świadkami i dowodami na jej istnienie są stare wiązy – pomniki przyrody, które znajdziecie kilka minut od naszego mieszkania. 

    Odnowiona część Pałacu z zagospodarowanym terenem, kontra część czekająca na na rewitalizację.

    Jeśli znajdziecie już Młynówkę, to raptem kilka minut dzieli Was od Pałacu  Królewskiego w Łobzowie. Historia dzisiejszej obszernej i reprezentacyjnej rezydencji sięga XIV wieku. Kazimierz Wielki wybudował fortalicium na szlaku handlowym wiodącym na Śląsk. Był to zameczek z wieżą, którego funkcją była obrona miasta od północy. Plan króla przewidywał dla niego jeszcze jedną rolę – zamieszkały tu jego kochanki. Najsławniejszą z nich i najbardziej przez króla ukochaną była legendarna Esterka.  

    „Kazimierz Wielki u Esterki” Wł. Łuszczkiewicz

    Przez pokolenia znany był kopiec Esterki umiejscowiony na terenie późniejszego założenia pałacowego. Dziś trudno go szukać, choć niektórzy ponoć potrafią wskazać jego miejsce. Z biegiem czasu warowny charakter budowli złagodził urok okolicy i spokojniejsze czasy. Król za królem przybywali do Łobzowa traktując go jako letnią rezydencję raz po raz rozbudowując i przebudowując w coraz to nowym stylu. 

    Pałac otaczały sady pola uprawne, ogrody i folwarki. Ze swoją włoszczyzną przyjechała tu znana z kulinarnych upodobań włoszka – Królowa Bona Sforza.  

    Kolejni królowie uprawiali tu nawet figi i melony wkładając niemało trudu w to przedsięwzięcie. „Miejsce to wydawało mi się najpiękniejszem, natura sama wysiliła się na ozdobienie go… Widziałem tu kilkuwiekowe drzewa, altany z ogromnych grabów, jodły niebotyczne, ulice tak zagęszczone, że się przez nie promień słońca nie przeciśnie i chodziłem po nich z cieniami wielkiego króla i pięknej jego kochanki” -Jan Duklan Ochocki.  

    Na przestrzeni dziejów pałac był niejednokrotnie niszczony i odbudowywany, dopiero Wazowie stracili nim zainteresowanie. Niestety dziś na Królewskich czarnoziemach stoją bloki. Spacerując miedzy nimi natkniemy się na tajemniczy kamienny mur, a za murem…. ogród? 

    Tak to mur dawnego pałacu. Teraz osłania niezwykły sklep- prawdziwie zaczarowany ogród. Nawet jeśli nie zamierzacie kupić lipy, czy hortensji zajrzyjcie tam – warto. 

    Dziś pałac należy do Politechniki Krakowskiej, a w obrębie założenia parkowego znajduje się stadion sportowy z bieżnią dla biegaczy (tam ponoć należy szukać kopca Esterki), korty tenisowe, a jeśli wpadniecie do nas z dzieciakami, to znajdziecie tam bardzo fajny plac zabaw. 

    Na koniec dzisiejszego wpisu chciałam jeszcze wspomnieć o najważniejszych ulicach Łobzowa: Kazimierza Wielkiego i Królewskiej. Nasze mieszkanie znajduje się właściwie pomiędzy nimi.

    Po lewej niezwykle gustowny salon meblowy (do dzisiejszych czasów dotrwał w formie nieco podupadłej stylowo). Na drugim planie widać wysoki ceglany dom. Pomiędzy pierwszym a drugim planem stoi teraz nasz budynek. Na zdjęciu po prawej widać Biprostal w fazie budowy. Jak łatwo się domyśleć ten cud techniki jest starszy od naszego mieszkanka- odkrycie tych zdjęć było dla mnie zaskoczeniem. Nasz budynek oryginalnie budowano jeszcze z kuchniami i piecami kaflowymi, a tuż obok już stał prawdziwy skyscraper. 

    Historia ul. Kazimierza Wielkiego sięga średniowiecza. Była wtedy traktem wyznaczającym Kazimierzowi Wielkiemu drogę do ukochanej Esterki, oczekującej go na zamku w Łobzowie. Przed wojną, kiedy nie istniała jeszcze ul. Królewska jeździły nią tramwaje, a w pięknych willach mieszkali profesorowie Uniwersytetu i bogaci przedsiębiorcy. Żeby daleko nie szukać, naprzeciw naszego mieszkania znajduje się przepięknie zrewitalizowana willa profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Fryderyka Pautscha. Można tam w uroczym ogrodzie wypić kawę albo przekąsić coś smakowitego. Jeśli chcielibyście zobaczyć więcej tego typu gmachów polecamy spacer w stronę Rynku–  w okolice Placu Aksentowicza.

    W 1913 roku zaczęto budować ul. Królewską, która jest teraz główną ulicą łączącą Rynek z Bronowicami genialnym połączeniem tramwajowym. Takim sposobem w 5 minut z naszego mieszkania na Karmelickiej przeniesiemy się do tego na Łobzowie i na odwrót. Dzieli je jedynie 3 przystanki, a i pieszo nie zajmie nam to więcej niż 20 min.

    Plac Inwalidów i początek ul. Królewskiej. W roku 1938 nosiła ona nazwę Reichstrasse.

    W czasie drugiej wojny światowej Niemcy dokończyli budowę ul. Królewskiej. Zaplanowali i wybudowali wzdłuż ulicy całe osiedle mieszkalne z infrastrukturą dla 40 tysięcy swoich obywateli.  Niby bloki, ale zbudowane w myśl zasady Licht und Luft ( światło i powietrze) dają przykład przemyślanej i przyjemnej do życia architektury. 

     

    Schron pod Placem Inwalidów. Zdjęcie z krakowskiezakamarki.wordpress.com

    Jak to na wojnie nie szczędzono też na system schronów, z których największy znajduje się pod Parkiem Krakowskim. Jest on czasem otwierany dla zwiedzających. Nasz budynek również ma swój skromny schron, choć powstał kiedy już dawno okupantów w Krakowie nie było. W 1941 przeniesiono linię tramwajowa z Kazimierza Wielkiego na Królewską.  

    Pisząc o Królewskiej nie sposób nie wspomnieć o Biprostalu. Pierwszy supernowoczesny wieżowiec w Krakowie powstał w 1964 roku, w tych czasach budował się też nasz budynek, tuż u podnóża imponującej jak na tamte czasy 15 piętrowej wieży. Biprostal przez 25 lat był najwyższy w mieście i do dziś budzi wśród mieszkańców niemały sentyment pozostając ikoną lokalnego modernizmu. Na jego ślepej ścianie można podziwiać bodaj największą (670m2) w Polsce mozaikę wielkoformatową (Celina Styrylska-Taranczewska). Jej los zawisł na włosku kiedy w 2008 roku postanowiono wyremontować budynek. Dzięki trosce mieszkańców i decyzji o wpisaniu do zabytków wciąż cieszy oko. Pewnie niewielu osobom udaje się wejść na dach łobzowskiego “kolosa”, ale mogę zapewnić widoki z niego są przecudne.

    Widok z Biprostalu na północ Krakowa

    Nieco w prawo od środka tej fotografii widać budynek, w którym znajduje się nasze mieszkanko. Mieści się on dokładnie po środku, między przysłoniętą wielkimi drzewami Królewską (lewa strona), a Kazimierza Wielkiego, którą wyznacza drugi pas zieleni tuż przed wysokościowcami (prawa strona).

    Tak więc w ogromnym skrócie, wybiórczo i bardzo pobieżnie przedstawia się historia głównych arterii Łobzowa. Złożona i wielowątkowa i bardzo ciekawa tak jak historia samego Łobzowa.  

  • Wynajmę – dyskretna troska i zaufanie

    Jak wiecie wynajmujemy z siostrą własne mieszkania w których kiedyś żyłyśmy, a ostatnio też całkiem nowe. Pewnie nieraz spotkaliście się z opinią, że najemcy niszczą mieszkania, a już na pewno studenci i brytyjscy turyści 🙂. My mamy nieco odmienne zdanie na ten temat.  Postanowiłam w tym wpisie rozwinąć nieco ten temat. Pierwszym powodem jest ogromna chęć podziękowania wszystkim naszym gościom i lokatorom za to, że wybrali właśnie nasze mieszkania i że poznanie Was zawsze było dla nas niezmiernie miłym doświadczeniem.  Drugim powodem jest chęć podzielenia się z Wami już całkiem sporym doświadczeniem, bo kto wie czy akurat nie macie chęci bądź okazji żeby zostać gospodarzem dla własnych gości. W końcu wynajmujemy mieszkania głównie na platformie Airbnb, która jest dostępna dla każdego, bardzo przyjazna w obsłudze i wcale nie trzeba mieć osobnej nieruchomości żeby móc od czasu do czasu spróbować swoich sił chociażby w wynajmie krótkoterminowym. Jest to nie tylko fajny sposób żeby poznawać ludzi z całego świata, zarabiać ale i (wbrew opiniom) utrzymać mieszkanie w świetnej formie. Tak jak do tej pory pisałam do Was mając na myśli wszystkich naszych byłych, przyszłych i obecnych gości, tak teraz będzie do potencjalnych gospodarzy. Liczę na to, że posypią się zaproszenia 🙂. 

    Mamy naprawdę super zdanie o każdym z naszych gości i lokatorów. Pewnie gdzieś nocują ci pijani bachelorzy z UK, bo same widziałyśmy ich nie raz. Studenci? Chyba są dużo porządniejsi i o wiele bardziej stateczni niż my same byłyśmy na studiach. Tak więc na własnym przykładzie możemy obalić mit o najemcach rujnujących mieszkania. Kolejna sprawa- i chyba najważniejsza- to nasze własne podejście do mieszkania, które wynajmujemy innym ludziom. Już nie pozwalamy sobie na prowizorki trwające latami. Jak coś się zepsuje- naprawiamy natychmiast. Sprzątania nie możemy przekładać do następnej soboty. Jeśli dodamy do tego opróżnienie pomieszczeń ze wszystkich swoich durnostojek, kolekcji i bardzo potrzebnyych przydasiów, otrzymamy nadspodziewanie czyste, przestrzenne, zadbane i po prostu ładne mieszkanie. I wiecie co jest za każdym razem zaskakujące? – To boli! “Tyle lat tu mieszkaliśmy! Dlaczego od razu nie mogliśmy mieć tak ładnie!?”. To zazwyczaj pierwsze słowa właścicieli po przygotowaniu mieszkania dla gości. Jednym słowem- wynajmowane mieszkanie pięknieje! Nie wierzycie? Zobaczcie: 

     

     

    Dodatkowym impulsem do działań jest uzależniające uczucie satysfakcji kiedy widzisz wypoczętych i  uśmiechniętych gości. Jeszcze fajniej jest kiedy goście wchodząc do mieszkania skaczą z radości i od razu wrzucają selfie do inernetów (tak, tak- zdarzało się i zdarza 🙂). Jeśli widzimy jak bardzo doceniane są nasze wysiłki nie możemy oprzeć się pokusie wiecznego kombinowania- “Co by tu ulepszyć?”  

    Nie ma też co ukrywać, że skoro wszystko idzie tak dobrze, to zarabiamy. Można więc inwestować podnosząc standard.  

    Podsumowując: 

    -przygotować wszystko na tip-top 

    -z radością witać każdego gościa i lokatora, bo mógł wybrać sto innych opcji, a wybrał Was 

    -zaufać, zatroszczyć się i zaopiekować 

    -nie siadać na laurach- inwestować 

    Z tego miejsca jeszcze raz chciałybyśmy podziękować wszystkim naszym gościom. Za docenienie naszych wysiłków i dbanie o nasze mieszkanka. Jesteście naprawdę cudowni i warto dla Was  się starać.  Jeśli ktokowiek z Was chciałby zacząć przygodę  z wynajmem własnej nieruchomości, to pamiętajcie, że przy odrobinie chęci każde mieszkanie może stać się piękne i warte spędzenia w nim wyczekiwanego i drogocennego czasu urlopu. Jednak to co liczy się najbardziej, to sam gospodarz- jego podejście i zaangażowanie. W tym pierwszym jesteśmy w stanie pomóc (patrz zakładka współpraca), z tym drugim na pewno sami świetnie sobie poradzicie.