Idźże Archive

  • Krakowskim targiem

    Miał być wpis z Mariackim w tle, z dorożkami i śnieżnym puchem…

    Jednak w Krakowie, jak do tej pory taka niby wiosna, niby jesień w dodatku bardzo urokliwa. Skoro nie ma śniegu, skoro od świątecznych iluminacji mocniej świeci słońce, to pewnie się domyślacie, że tradycyjnie nie będzie.

    Jeśli chcecie zobaczyć stary Kraków od strony młodej inicjatywy, to czytajcie, bo będzie o Kiermashu. Była to już XII edycja, a odbywał się jak zwykle w miejscu nieoczywistym, na swój sposób uroczym i godnym zobaczenia. Ikona Krakowskiego brutalizmu – Hotel Forum.

                                                                                                           źródło #BRUTgroup

     

    A sam Kiermash przedstawia się tak:

    KIERMASH to popołudnie spędzone z polskimi projektantami, doborową muzyką, profesjonalną oprawą, lokalnym jedzeniem i przyjaciółmi.

    Co tu dużo mówić- fajnie było :). Szwarc, mydło i powidło, ale w dobrym guście, a w większości oryginalne, nowe, pomysłowe. Wystawcy przemili, pełni zaangażowania i pasji. To naprawdę orzeźwiające spotkać tylu zajawkowiczów w jednym miejscu, którzy jeszcze z powodzeniem wprowadzają swoje myśli w czyn.

    Poniżej kilka fotek z wycieczki po Kiermashu. Ostrzegam, że nie będzie fatałaszków :P.

    Sama też wyszłam ze zdobyczą i muszę się przyznać, że o drobiazgu tej marki marzyłam od dawna. Najbardziej leśny z leśnych pierścieni, aż się moje borsuki zbiegły :).

    Jeszcze lepiej byłoby gdyby, taka wycieczka zaowocowała jakimś fajnym gadżetem do mieszkania. No cóż wizytówki zebrałam, będzie co planować.

    Na szczęście Kiermash odbywa się kilka razy do roku, więc może akurat uda wam się trafić na jakąś edycję. Warto, bo wszystkiego pełno, asortyment szeroki, a najwięcej dobrej energii i entuzjazmu.

    Dziękujemy za odwiedziny i zapraszamy niezmiennie gorąco.

     

     

  • Chono tu i weźże se poczytoj, jaka gadka była na Półwsiu Zwierzynieckim…

    Każdy mniej więcej wie, po co przyjeżdża się do Krakowa. Wawel , Rynek, jak czasu starczy to kopalnia w Wieliczce i obóz w Oświęcimiu- to jest plan podstawowy. Ja mam takie nieśmiałe ciągotki, żeby dać Wam mały bonus do zwiedzania i opowiadać o naszej najbliższej okolicy. Pozwólcie więc, że dziś kilka luźnych wątków wokół Placu Na Stawach.

    Sama nazwa nawiązuje do zasypanych w XIX w stawów hodowlanych sióstr Norbertanek. Kiedy zakonnice definitywnie wycofały ze swojej kuchni karpie, amury i jesiotry stawy zasypano. Na ich miejscu powstało działające do dziś targowisko. Czym jest jednak dobicie interesu, bez uczciwego przypieczętowania transakcji !? Bar był na tą okazje idealny, więc działał już od przedwojnia. Piwo wożono w wiadrach, na konnych wozach, a życie towarzyskie kwitło niemal całą dobę. Tu zawiązywały się szybkie miłostki i przyjaźnie na całe życie. Pytano swój, czy kapuś i nie bano się użyć pięści w razie konieczności. Majlorze, murorze i tamwajorze łakomie zerkali w kierunku pięknych „brzan” i grała kapelka.

    Andrusy

    Bar Na Stawach zamknięto, w 1991 roku, nie dlatego, że jego funkcja przedawniła się, klientela odeszła, idea wygasła. Ostatni właściciel został urzędowo pozbawiony koncesji na alkohol. Choć Wojciech Bellon w piosence Wolnej Grupy Bukowina opowiadał już o barze, który stracił wiele ze swojego dawnego klimatu.

    Wolna Grupa Bukowina. Jerzy Harasymowicz

    Po Barze Na Stawach pozostały legendy, piosenki i wiersze. Ten fragment autorstwa wielkiego wielbiciela Baru Na Stawach i przyjaciela legendarnego Makino wyjątkowo przypadł mi do gustu 🙂 :

    Nieraz pytają za kim jestem
    W tym kraju częsta to sprawa
    Mówię najbardziej popieram szyld
    Z napisem “Bar Na Stawach”

    Jerzy Harasymowicz

    W siermiężnych latach osiemdziesiątych odbywał się tu…  Bal Na Placu. „– Raz do roku wytaczane były beczki piwa, skrzykiwali się artyści, kapele i przy pompie trwała impreza.”- tak te czasy wspomina Jarosław Sokół, który w 2011r. reaktywował bal i organizuje go corocznie.

    Makino tańczy na reaktywowanym Balu Na Placu. Zdjęcie Stanisław Malik

    Niezaprzeczalną gwiazdą zarówno baru, jak i balu był Olek Makino Kobyliński ze swoim zespołem Andrusy. Chodząca legenda i żywy okaz folkloru zwierzynieckiego. Na bal spraszał takie krakowskie znakomitości jak: Anna Dymna, Piotr Skrzynecki, Andrzej Sikorowski, Andrzej Zaucha, Jerzy Hara­sy­mowicz i każdego kto miał ochotę na grochówkę, watę cukrową, krachlę i piwo. Nie da się zaprzeczyć że, andrusowski folklor był dość przaśny, bo kapela Makino bez skrępowania śpiewała „hej dziewczyny w górę kiecki, idzie Andrus zwierzyniecki”. Od niedawna znów, co roku w czerwcu odbywa się Bal Na Stawach. Można potańcować w rytm andrusowskich przebojów i poczuć trochę autentycznego zwierzynieckiego klimatu.

    Tańce na Placu Na Stawach. Zdjęcie Michał Gąciarz.

    Na co dzień plac jest przede wszystkim szalenie przyjemnym i świetnie wyposażonym targiem.

    Jeśli przyjdzie Wam u nas gościć, to absolutnie koniecznie, zaraz po wyjściu z kamienicy skierujcie swoje kroki w lewo.

    Wrócicie z torbami pełnymi smakołyków.

    Wokół placu wciąż pełno małych sklepików i zakładów rzemieślniczych. Dziś już unikalny klimat w wielkich miastach, które zaczęły dzielić się na części sypialniane, biznesowe, zakupowe. Na Placu Na Stawach i wokół niego życie toczy się tu i teraz. Prawdziwi ludzie o szerokich uśmiechach i spracowanych dłoniach uwijają się przy swoich interesach.

    Jeśli kogoś zainteresowały te krótkie migawki z krakowskiego Zwierzyńca, to polecamy: „Idze, idze, bajoku” i „Andrusów król” Katarzyny Siwiec. My już myślimy o wstawieniu ich na półkę naszej małej biblioteczki.

    Do zobaczenia w Krakowie.